Menu

sobota, 26 marca 2016

Trznadel, kania i żurawie - przedświąteczna wyprawa nad perkozowe jezioro

Witajcie! Kolejny weekend już w połowie za nami. Na szczęście tym razem będziemy mogli posiedzieć troszkę dłużej w domu... Wolny poniedziałek, to idealny czas na relaks i odpoczynek. Mam nadzieję, że znajdziecie chwilkę na zebranie sił do dalszej pracy i obserwowania coraz częściej pojawiających się oznak wiosny. Przygotowania do Świąt nie należą do czynności, w których mogę się jakoś przydać, dlatego od samego rana, po raz kolejny, wybrałem się nad perkozowe jezioro. Tym razem wyjazd zaplanowany był już od dłuższego czasu. Umówiłem się z Marceliną, która podczas naszego ostatniego spotkania pokazała mi miejsce, w którym żurawie urządziły sobie prawdziwą noclegownię. Jednak dzisiaj to ja pełniłem rolę "gospodarza". Niestety od samego rana niebo było zachmurzone i pojawiły się wątpliwości, czy w ogóle jest sens ruszać na fotołowy. Ostatecznie, podjęliśmy decyzję o tym, że jednak na bezkrwawe łowy się wybierzemy. Tuż po przybyciu na miejsce udało mi się zrobić kilka zdjęć, dumnie kroczących po polu żurawi. Niestety po krótkiej chwili obserwacji oba osobniki wzbiły się w powietrze i odleciały, chowając się za ścianą lasu. Chwilę później całą trójką (był z nami też mój brat) postanowiliśmy przejść standardową trasą, po której poruszam się kierując się w stronę jeziora. Samochody zostawiliśmy na polnej dróżce, skąd pieszo ruszyliśmy w kierunku polany na której zawsze spotykam parę żurawi. W drodze na łąkę natknęliśmy się na małe stado danieli, które dosłownie przemknęło przed naszymi oczami. Przedzierając się przez trawy usłyszeliśmy znajome odgłosy. To kolejna para żurawi dawała znać o swojej obecności. Ich klangor, przynajmniej dla mnie, brzmi bardzo podniośle i przenikliwie. Za każdym razem gdy go słyszę moje serce zaczyna bić szybciej a oddech na moment zamiera. Cudowne uczucie! Tym razem parka przechadzała się w pobliżu rowu, w zupełnie w innym miejscu, niż to, do którego mnie przyzwyczaiły. Problemem okazało się podejście do ptaków. Przestrzeń między nami a nimi dzielił tylko niezbyt gęsty pas drzew, za którymi się chowaliśmy. Po zrobieniu kilku zdjęć, oddaliliśmy się, kierując bezpośrednio na pomost, przy którym często pojawia się aż kilka par perkozów. Niestety, tym razem pojawiło się tylko kilka osobników. Dodatkowo wzmagające się fale i wiatr, nie zapowiadały, że coś ciekawego uda nam się "ustrzelić". Przez moment siedzieliśmy na pomoście czekając, aż jakaś para podpłynie bliżej, ale nic takiego się nie stało. Zamiast tego, na wodzie zauważyłem parę kaczek krzyżówek. Niby nic niezwykłego, ale wcześniej nie widziałem ich na tym zbiorniku. Z pomostu, przeszliśmy na stanowiska wędkarzy, do których perkozy jakoś ufniej, a tym samym liczniej, podpływają. rozstawiliśmy sprzęt i czekaliśmy na odpowiedni moment do naciśnięcia spustu migawki, chociaż takich chwil nie był zbyt wiele. Okres godowy u perkoza dwuczubego, chyba już się kończy, bo po najbardziej emocjonujących spektaklach zostało jedynie potrząsanie głową przez oba osobniki. No trudno, nic przecież nie trwa wiecznie. Teraz trzeba czekać, aż ze złożonych jaj wyklują się młode :) W międzyczasie przez chmury zaczęły przebijać się promienie słońca, co tylko uatrakcyjniało widoki na spowite mgłą jezioro. Dzień, który początkowo zapowiadał się na całkowicie nieudany, okazywał się być coraz bardziej owocnym. Daniele, żurawie perkozy.. Żeby tego było mało w drodze powrotnej na łące spotkaliśmy parę gęsi i czajkę, przy leśnej dróżce siedzącego na gałązce trznadla, a tuż przy samochodzie latającą nad naszymi głowami kanię. Można więc uznać, że sobotni wypad, był bardzo ciekawy. Mam nadzieję, że również Marcelina i mój brat tak uważają. Na dzisiaj to tyle. Na koniec życzę Wam pogodnych i radosnych świąt Wielkiej Nocy oraz gorąco zapraszam na nową stronę Marceliny (link niżej) oraz do obejrzenia zdjęć z dzisiejszej wyprawy. Do następnego razu!








niedziela, 20 marca 2016

Perkozowe jezioro i ostatnie promienie słońca tej zimy...

Witajcie! Dzisiaj chciałbym zacząć od tego, że ostatnio dosyć regularnie piszę do Was, z czego bardzo się cieszę. Wynika to z tego, że częściej wybieram się na fotołowy. Pogoda coraz częściej dopisuje, a słońce pięknie oświetla moich zwierzęcych modeli, więc i wyjść z domu jakoś bardziej się chce.. Dzisiaj pierwszy dzień astronomicznej wiosny, z kolei dzień jutrzejszy jest dniem kalendarzowej zmiany pory roku na tą lubianą, chyba przez większą część społeczeństwa :) Ja nie narzekam na zimę, pod warunkiem, że pada śnieg.. Piękne ośnieżone drzewa i niesamowite scenerie, ślicznie wyglądają na zdjęciach.. Jednak wiosna to czas, w którym, jak to się mówi, przyroda budzi się do życia. Może to bardzo oklepana formułka, jednak niesie ze sobą sporo prawdy.. Chociaż ptaki, przynajmniej niektóre, już jakiś czas temu wróciły na nasze łąki, pola i lasy. to polepszające się warunki pogodowe sprawiają, że zwierzęta stają się bardziej aktywne... W ostatnim wpisie, mówiłem Wam o tańcu godowym perkozów.. Chyba zakochałem się w tych ptakach, bo ostatni dzień zimy postanowiłem spędzić właśnie w ich towarzystwie. Ale od początku. Coraz szybciej robi się jasno, dlatego, aby dotrzeć na miejsce przed świtem trzeba wstać wcześniej.. Miałem tego świadomość, dlatego budzik ustawiłem na godzinę 4.50. Pobudka i spakowanie sprzętu nie zajęło mi dużo czasu. jednak jakie było moje zdziwienie, gdy obudziłem się a na dworze robiło się już szaro.. Jeszcze tydzień temu o tej porze na dworze panowały zupełne ciemności... Jednak różnica między godziną wschodu słońca w ubiegłym tygodniu, a tą z soboty okazała się spora. Na miejsce dotarłem więc, gdy było już jasno. Zapowiadał się pochmurny dzień, więc nie liczyłem na zbyt wiele.. Standardowo odwiedziłem łączkę, o której pisałem ostatnio, jednak, poza jedną sarną, nikogo tam nie spotkałem. Ostatnio czytałem trochę o technikach podchodzenia do zwierząt. Mając w głowie podstawowe informacje o tej niełatwej sztuce, postanowiłem spróbować swoich sił. Stanąłem po zawietrznej stronie i powoli podchodziłem w kierunku pasącej się samicy... Zasada była prosta. Gdy zwierzę trzyma głowę przy ziemi, idę, gdy ją podniesie, stoję w bezruchu.. Te kilka prostych trików okazało się być bardzo pomocnych i po kilku minutach udało mi się sporo zmniejszyć dystans dzielący mnie od sarny, która spokojnie skubała trawę. Byłem zdziwiony, że ta metoda jest aż tak skuteczna. Sarna kilkukrotnie podniosła głowę i spoglądała w moim kierunku, ale zupełnie nic nie robiła sobie z mojej obecności.. Podszedłem, jeszcze bliżej, ale zrobiłem to chyba zbyt szybko i ostatecznie ją wystraszyłem. Mimo to zadowolony, z udanej pierwszej próby podejścia, poszedłem w kierunku perkozowego zbiornika. W międzyczasie przez chmury zaczęły przebijać się promienie słońca, co dało mi nadzieję, na ślicznie oświetlone sceny.  Na miejscu spotkałem kilku okolicznych wędkarzy, od których dowiedziałem się o istnieniu jeszcze jednego, znacznie większego zbiornika, oddalonego tylko o dwa kilometry od miejsca, w którym się znajdowałem. Okazało się, że głębokość perkozowego jeziorka wynosi około 6 metrów, a zbiornik o którym usłyszałem, jest znacznie płytszy. Po krótkiej rozmowie, rozstawiłem statyw i spokojnie zacząłem obserwować sytuacje.. Spędziłem ponad godzinę czasu przyglądając się zalotom ptaków, co jakiś czas naciskając spust migawki. Zaczęło kropić, ale na szczęście tylko przez chwilę, a zaraz potem tafla wody została oświetlona przez ostatnie promienie zimowego słońca.. Zmieniłem miejsce, tak, żeby słońce mieć za plecami i spędziłem kolejne dwie godziny fotografując perkozy, chowające się w trzcinach i przeganiające potencjalnych rywali o miejsce na gniazdo. Nagle na niebie pojawiła się sylwetka czapli, która o dziwo, wydawała z siebie jakieś głosy.. Myślałem, że te ptaki, w odróżnieniu np. od żurawi, w ciszy przelatują z miejsca na miejsce, ale ten osobnik jednak postanowił się "odezwać". Tego dnia pojawiła się jeszcze raz, ale niestety szybko znikała za otaczającymi jezioro drzewami. Po 4 godzinach postanowiłem wrócić do domu, było mi już trochę zimno, a w planach miałem jeszcze wyjazd do marketu budowlanego po.. rury pvc. Tak, tak.. fototratwa powstanie szybciej niż planowałem, ale po prostu nie mogłem już dłużej czekać. Mało tego, zrobiłem, już nawet listę zakupów i szczegółowy plan budowy, tego wynalazku., którym na pewno podzielę się z Wami. Spory problem miałem, gdy przyszło do liczenia wyporności, bo nie do końca, wiedziałem jak to ugryźć. Standardowe wzory wydały mi się mało przydatne w tego rodzaju konstrukcji, więc postanowiłem zastosować metodę prób i błędów.. Zobaczymy, co z tego wyniknie. Aaa, zapomniałem napisać Wam o tym, że po raz pierwszy okulary na czas fotografowania zastąpiłem soczewkami kontaktowymi i jestem bardzo zadowolony, z tego manewru. To nie tylko praktyczne rozwiązanie, ale też znacznie bardziej wygodne.. Polecam każdemu! :) To tyle na dzisiaj. Mam nadzieję, że napiszę znów za tydzień. Teraz zapraszam do obejrzenia efektów mojego ostatniego wypadu. 3majcie się! Cześć!






wtorek, 15 marca 2016

Fotografowanie przy poidełku - Monika Pastrykiewicz

Witajcie! Zazwyczaj wpisy na moim blogu pojawiają się w weekend. Jednak z dzisiejszym postem, nie mogłem czekać tak długo. To co za chwilę przeczytacie, jest wspaniałym poradnikiem zarówno dla początkujących, jak i osób, które mają już doświadczenie w fotografii przyrodniczej. Kilka słów na temat fantastycznego pomysłu na przyciągnięcie ptaków (i nie tylko) przed obiektyw. Muszę przyznać, że sam nigdy nie wpadłbym na coś podobnego. To wszystko z mojej strony. Teraz oddaję głos autorce tego wpisu i zarazem osobie, która zainspirowała mnie swoją ideą. Zapraszam do lektury, bo naprawdę warto. A efektywność tego patentu potwierdzają cudowne kadry wprost znad poidełka. Co to takiego? Sami się przekonajcie. Miłego wieczoru!

Na początek, jak przygotować sobie teren i miejsce do fotografowania ptaków przy poidełku.
Po pierwsze, gdzie zrobić: najlepiej wybrać miejsce koncentracji ptaków (potencjalne miejsce obserwować lub może być to miejsce po zimowym karmniku). Ja swoje poidełko stawiałam tam gdzie zimą dokarmiałam ptaki, a w tej okolicy trudno o dostęp do wody. Potem trzeba ustalić do kogo należy teren jeśli nie jesteśmy jego właścicielami, bo to ważne, by nie mieć kłopotów, wszak dobrze jest zbudować czatownię by ptaki się przyzwyczaiły a my mieliśmy komfort fotografowania.Czatownia - ja swoja pierwszą zrobiłam z dwóch zszytych plandek (były cienkie i prześwitujące) ale jeśli mamy kasę i zgodę to warto postawić solidną budę z płyt osb. Oczywiście trzeba pamiętać o perspektywie przy fotografowaniu i najlepiej mieć wkopaną czatownie i poidło na wysokości obiektywu. Poidełko-to też zależy od naszych zasobów portfela bo niektórzy kupują piaskownicę plastikową dla dzieci -ja zastosowałam nową kuwetę dla kota(10l) w ciemnym kolorze dodatkowo włożona folia czarna.Pamiętajmy,że woda często zakwita i jeśli mamy małe poidełko warto co drugi dzień wymieniać lub jak mamy dużą to zaopatrzyć się w wodę z stawu wtedy po kilku dniach sama się wyklaruje i nie trzeba będzie wymieniać. Jak już zaczniemy przyzwyczajać ptaki do dostępu do wody to warto to robić do końca września. Fotografować najlepiej rano wtedy jest odpowiednie światło, aranżacja wokół poidełka to już indywidualna sprawa. Ja obkładałam mchem tak by nie było widać krawędzi kuwety.Należy też pamiętać o porządku na scenie i pomyśleć o ładnym tle.
Kogo możemy się spodziewać jeśli dobrze wybraliśmy miejsce? Wszelkich ptaków wróblowych, sarny, wiewiórki, jaszczurki, żaby i chrząszcze:) Po prostu trzeba się spodziewać niespodziewanego:) Warto czasem coś podsypać ptakom, np. słonecznik, by je zachęcić na początek - szczególnie w okresie letnim lubią go kowaliki i dzięcioły duże.Miałam o tyle fajnie, że to był las i zaraz obok czatowni miałam jedną dziuplę dzięcioła dużego, dalej szpaka i kowalika, więc były stałymi bywalcami a nawet przychodziły z młodymi. Niestety w tym miejscu tylko przez 2 sezony było tak bogato w ptaki, potem nie wiem dlaczego, ale stały się płochliwe zarówno w zimie jak i w sezonie poidełkowym. Pilnującym mnie w czatowni był koziołek, który był dość ufny i nawet jak przychodziłam z psem by dodawać jedzenie to patrzył zawsze stojąc kilkanaście metrów dalej. Dla leniwych polecam wyszukanie sobie kałuży gdzie woda zazwyczaj się długo utrzymuje i są tam ptaki a będziemy mogli je fotografować schowani (na leżąco) pod siatką maskującą. tylko trzeba uważać gdzie się takie miejsce znajduje bo ja miałam takie miejsce gdzie sporo rowerzystów jeździło, a leżąc przy boku leśnej drogi nie zawsze było ok:) Czym fotografować to indywidualna sprawa, bo zależy od zasobności portfela - ja używam lustrzanki z obiektywem 70-300 is usm a czasem starego kompakta. Pamiętajmy,że bezpieczeństwo zwierząt na pierwszym miejscu, nic na siłę - jak nie ma zainteresowania poidełkiem można zmienić lokalizację - widocznie mają swoje źródło wody. Myślę,że to w jakiś sposób pomoże Wam w wyborze miejsca i da obraz jak to ma wyglądać.

Monika Pastrykiewicz 











niedziela, 13 marca 2016

Perkozowe amory - obserwacja toków perkoza dwuczubego

Hej, od ostatniego wpisu minął zaledwie tydzień, ale złożyło się tak, że dzisiaj znów wybrałem się na fotowyprawę. Ostatnim razem swoje wojaże potraktowałem bardziej jako wyprawę rozpoznawczą. Jako, że tereny, na które się wybrałem nie są mi zbyt dobrze znane, postanowiłem, poszukać ciekawych przyrodniczo zakątków. Dzisiaj było inaczej. Mając w głowie podstawowe informacje dotyczące, miejsca w którym zamierzałem fotografować, zarysowałem sobie swego rodzaju trasę i miejsca, do których chciałem dotrzeć. I tak wędrując leśnymi ścieżkami dotarłem na ogromną polanę otoczoną z każdej strony ścianą drzew i suchych traw. To idealne miejsce, do czatowania. Szczególnie, że strój, którego używam został zrobiony właśnie w piaskowej (beżowej) kolorystyce. Płaski, pokaźnych rozmiarów, częściowo podmokły, teren poprzedzielany rowami to idealne miejsce dla żerujących, czy odpoczywających żurawi, które najwyraźniej polubiły to miejsce... Ostatnio na polanie widziałem parę tych ptaków. I tym razem je tam spotkałem. Jednak w odróżnieniu od ostatniego weekendu, dzisiaj na zalanym, przez ostatnie deszcze, fragmencie pojawiły się aż cztery osobniki, które już z daleka można było usłyszeć... Wyjątkowo głośno i donośnie dawały znać o swojej obecności, zanim jeszcze zdążyłem dotrzeć na miejsce. Sprytne ptaszyska brodziły w wodzie co jakiś czas przystawiając i rozglądając się dookoła. Zrezygnowałem z podchodzenia do nich, gdy na horyzoncie pojawiło się stado danieli. I tak były zbyt daleko, a otwarta przestrzeń nie byłaby moim sojusznikiem. Skupiłem się więc na danielach, które wyszły na łąkę po to, by poszukać jakiegoś pożywienia. Wypasały się tuż przy ścianie lasu, w niewielkiej odległości od ambony. Na moje nieszczęście zauważyłem je gdy stałem już na otwartym terenie. Szybko schowałem się za pobliskimi drzewami i powoli zbliżałem się w kierunku stada. Pech chciał, że bardzo szybko zorientowały się i odkryły moją obecność. Od razu przerwały posiłek i skierowały wzrok w moją stronę. Na nic zdało się czołganie, czy nawet leżenie i czekanie, na to aż przestaną się mną interesować. Wykonałem kilka powolnych ruchów w ich kierunku, ale to wystarczyło, aby zdecydowały się na ucieczkę. Wprawdzie przystanęły jeszcze między drzewami, ale po chwili pobiegły wgłąb lasu. Wstałem z pozycji leżącej, złapałem za bagnet statywowy przymocowany, do obiektywu (korzystam z niego jak z uchwytu transportowego) i powoli oddaliłem się w kierunku kolejnego punktu mojej wycieczki. Kolejnym miejscem, które chciałem odwiedzić, był niewielki zbiornik wodny oddalony zaledwie o kilkaset metrów od polany. Wiązałem z tym jeziorkiem wielkie nadzieję choćby na niezapomniane widowisko. Ostatnim razem obserwowałem na nim kilkanaście perkozów dwuczubych oraz ich majestatyczny spektakl jaki odgrywały. Mowa oczywiście o tańcu godowym, tych ptaków. Zawsze podobały mi się sylwetki tych przedstawicieli rodziny perkozowatych. Przepiękne czuby i kryzy (w tym przypadku chodzi o pióra innej barwy niż reszta umaszczenia, tworzące „kołnierz”), które stroszą podczas toków wyglądają imponująco. Jakie było moje zdziwienie, gdy dotarłem na miejsce. Ptaki pływały znacznie bliżej niż w ubiegły tydzień. Od razu pomyślałem, że może tym razem uda mi się uwiecznić coś ciekawego na zdjęciach. Zająłem jedno z kilku upatrzonych miejsc, rozstawiłem statyw, umocowałem na nim aparat z obiektywem i.. czekałem. Niestety, chociaż po wodzie pływało kilka par, które , mówiąc kolokwialnie "miały się ku sobie", nie zaprezentowały całego wachlarza swoich umiejętności aktorskich.. Poza kilkoma, charakterystycznymi dla godowego tańca tego gatunku, elementami nie zobaczyłem najbardziej urokliwej sceny jaką jest podpływanie do siebie dwóch osobników i wzbijanie się nad lustro wody. Perkozy nie kwapiły się także do nurkowania, po wodorosty, czy gałązki (wiele osób uważa, że jest to nieodzowna część toków, będąca symbolem budowania wspólnego gniazda). Ale to nie popsuło mi humoru, bo widok i tak był niezapomniany. Swoją drogą wyczytałem ostatnio wiele ciekawych rzeczy na temat perkozów dwuczubych.. Między innymi to, że jako jedne z nielicznych ptaków wodnych nie kopulują na wodzie, tylko w gnieździe uwitym z wodorostów, roślin wodnych i gałązek. Przy czym samo gniazdo nie jest szczególnie solidną i mozolnie konstruowaną budowlą. Zlokalizowana w rzadko rosnących trzcinach, pływająca platforma wstaje ponad powierzchnię wody platforma zakotwiczona jest do dna dzięki wpleceniu w nie zakorzenionych w mule roślin. Może kiedyś, uda mi się złapać parkę w kadrze właśnie w czasie budowy gniazda... Nad brzegiem jeziora, spędziłem dzisiaj najwięcej czasu, zmieniając kilkukrotnie miejsce, tak, aby być w jak najlepszym miejscu do obserwacji i fotografowania. Mimo tego, że niebo było szare i zdjęcia też nie wyszły rewelacyjnie to całą wyprawę z pewnością zaliczę do udanych.. Poza kilkoma przyzwoitymi zdjęciami, zebrałem sporo informacji na temat pracy z Sigmą 150-600mm  f/5-6.3 DG OS HSM C, która od niedawna stanowi moje podstawowe oko na świat przyrody. Poza sporą wagą i problemami z ostrością, które da się zniwelować (wynika to także z body oraz odległości od tła) obiektyw wydaje się być bardzo dobrym sprzętem, jeśli chodzi o zastosowanie przyrodnicze. Na dzisiaj to tyle. Mam nadzieję, że nie wynudziłem Was za bardzo tak długim wpisem.. Na koniec chciałbym powiedzieć, że nowa strona jest w ostatniej fazie rozwoju, a cały projekt idzie w dobrym kierunku. Zapraszam do obejrzenia zdjęć i pozostawienia śladu po swojej wizycie w komentarzu. Miłego wieczoru!



sobota, 5 marca 2016

Wzmocnienie w fotoarsenale - czy Sigma sprawdzi się w terenie?

Witajcie! Od dłuższego czasu nic nowego nie pojawiło się na moim blogu, dlatego postanowiłem to zmienić. Dość sporo czasu minęło od mojej ostatniej fotowyprawy i do przyszłego tygodnia raczej nic się nie zmieni, ale dzisiejszy post chciałbym poświęcić, nie samemu fotografowaniu a przygotowaniom do wyjazdów na fotograficzne wojaże. Wspomnę też o nowym nabytku, o którym napomknąłem już w tytule, ale wszystko po kolei.. Często wspominam o tym, że chciałbym wskoczyć na wyższy poziom w mojej przygodzie jako fotoprzyrodnik. Mam tutaj na myśli nie tylko zaopatrzenie sprzętowe, ale także przygotowanie intelektualne i doświadczenie... Jednak, aby zdobyć więcej informacji i wspomnianego doświadczenia trzeba częściej wychodzić w teren, na co nie zawsze mam czas. Niestety, zwykłe spacerowanie z aparatem już mi nie wystarcza.. Po pierwsze dlatego, że nie da się bezszelestnie podejść do jakiejkolwiek zwierzyny i często moje próby spełzają na niczym.., Po drugie, zdjęcia które zrobię z tzw. podejścia, często okazują się mało satysfakcjonujące, chociażby ze względów wizualnych, czy też jakościowych. Z tego powodu w mojej głowie zrodziło się kilka ciekawych pomysłów, które chciałbym zrealizować jeszcze przed jesienią.. Moim głównym celem, który sobie postawiłem jest zbudowanie czatowni. Często o niej piszę, czy mówię, ale było to raczej snucie planów niż jakaś wiążąca decyzja. Jednak chyba już dojrzałem do tematu i teraz sprawę wzniesienia takiej konstrukcji biorę na poważnie. Nie wyznaczyłem jeszcze konkretnego miejsca pod budowę, ale rozważam kilka lokalizacji, które są często odwiedzane, przez różne gatunki zwierząt lądowych i wszelkiego rodzaju ptactwo. Zaletą takiego rozwiązania są, przede wszystkim, komfortowe warunki pracy. W odpowiednio zbudowanej, dopasowanej do własnych potrzeb czatowni można spędzić wiele godzin, siedząc wygodnie i swobodnie się poruszając, bez obawy o to, że wypłoszymy zwierzęta, które akurat pojawią się w naszym polu widzenia... Rozważając taki sposób na fotografowanie, należy wziąć pod uwagę kilka znaczących czynników. Jednym z nich jest oświetlenie. Przed przystąpieniem do budowy należy zastanowić się w jakiej porze mamy zamiar korzystać z czatowni i gdzie w tym czasie znajdować się będzie słońce. Wiadomo, że zimowym porankiem słońce na niebie pojawia się w innym miejscu niż np. letnim wieczorem. Dlatego też warto zastanowić się nad tym, jak skierować front naszej kryjówki. Osobiście uważam, że najlepiej mieć słońce za sobą. Dzięki temu promienie ślicznie oświetlą nam fotografowany obiekt, ale z drugiej strony światło rozświetlające  naszego "modela" z tyłu może dać niesamowity, niepowtarzalny efekt. Wybór należy do Was. Ale to nie jedyny problem, z którym musimy się zmierzyć. Nie mniej istotnym elementem jest tło, na którym będą "pozować" nasi goście. Można powiedzieć, że tło i tak jest rozmazane, ale wycięcie zwierzaka z tła, ustanowionego przez jednolitą trawę czy ścianę lasu będzie wyglądać znacznie lepiej niż krzaki, zabudowania, słupy, itp. Aby w ogóle mieć co fotografować należy zastanowić się nad dokarmianiem. To jednak zobowiązuje do systematyczności, a jeśli nasza czatownia będzie zbyt oddalona od naszego miejsca zamieszkania może okazać się to nie możliwe... Budowa czatowni to niewątpliwie materiał na kolejny artykuł i z pewnością takowy kiedyś na stronie się pojawi.. Dzisiaj chciałbym przejść do kolejnego projektu jakim jest pływadełko. Rozwijając myśl i nazwę.. Pływadełko to swoista konstrukcja umożliwiająca poruszanie się oraz transport sprzętu w obrębie zbiornika wodnego. Często przyjmuje kształt pływającej wyspy. Sama idea jest prosta - należy zbudować coś na kształt namiotu, w którym zmieścimy się wraz z aparatem i obiektywem. Jedyny haczyk jest taki, że to co powstanie musi do złudzenia zlewać się z otoczeniem, tak aby nie straszyć tych zwierząt, które przebywają na wodzie, czy w około-wodnych szuwarach. Jest to, przynajmniej dla mnie, bardzo ciekawy sposób na podejście do zwierząt na środku jeziora, czy rozlewiska. Ale taki wynalazek umożliwia przede wszystkim zajęcie strategicznej pozycji. Nie chodzi bowiem o to, aby pływadełko wykorzystywać jako środek transportu.. a raczej jako maskowanie i drogę do zajęcia kluczowego miejsca. Sztuczna wyspa to projekt znacznie bardziej skomplikowany, dlatego też rezerwuję na niego trochę więcej czasu, niż na budowę czatowni. Postępami z budowy chciałbym na bieżąco się z Wami dzielić, ale na rozpoczęcie prac trzeba jeszcze poczekać (przynajmniej do połowy maja) Wracając do moich kolejnych planów.. w ciągłej budowie jest moja nowa strona internetowa, która, mam nadzieję, już niedługo ujrzy światło dzienne. Po jej otwarciu zmieni się trochę system pracy i sposób przekazywania Wam informacji oraz publikacji nowych postów, ale mam nadzieję, że wszystko odbędzie się z korzyścią dla Was :) Jak widzicie czeka mnie bardzo pracowity rok.. Chciałbym jednak zaznaczyć, że w mojej głowie rodzi się mnóstwo nowych, ciekawych pomysłów, które już wkrótce Wam ujawnię.. Ale narazie poczekajmy do otwarcia nowej strony.. Na zakończenie wspomnę o tym co przyszło do mnie w miniony piątek.. Od dłuższego czasu zastanawiałem się nad zakupem większego zooma. Od słowa, do słowa wybór padł na teleobiektyw o ogniskowej 150-600 mm ze stajni Sigmy, który miejmy nadzieję będzie dobrze współpracował z Nikonem D7100, którym od jakiegoś czasu fotografuje. Na oceny i opinie troszkę za wcześnie, bo od wczoraj obiektywu jeszcze nie miałem okazji przetestować w boju, ale pierwsze zdjęcie już nim zrobiłem i muszę przyznać, że zapowiada się ciekawie.. Na więcej na ten temat musicie jeszcze poczekać. Na dzisiaj tyle. Miłego wieczoru i przyjemnej niedzieli. Do napisania, 3majcie się! Cześć!

sobota, 6 lutego 2016

Nowy sezon - nowe cele

Witajcie! Chociaż kalendarzowa zima trwa w najlepsze, każdy kto pasjonuje się fotografią przyrodniczą w większym lub przy najmniej równym stopniu co ja z niecierpliwością czeka na tę pierwszą wyprawę w sezonie. Być może wiele osób dawno ma już ją za sobą, ale myślę, że dla sporej grupy moich czytelników temat, który poruszę okaże się być bardzo ciekawy, tym bardziej, że pogoda za oknami, choć nie rozpieszcza, to na pewno zachęca do podjęcia pierwszej próby zapisania na kartach pamięci kilku niezapomnianych zdjęć. Nowy rok przyniósł mi do głowy sporo spostrzeżeń dotyczących tego czym się interesuję i jak dzielę się z Wami efektami mojej pracy... Wspomnę także o tym jak cel obrałem na kolejne wyprawy oraz co zamierzam zmienić aby poprawić jakość swoich kadrów. Jesteście ciekawi jakie myśli towarzyszą mi w nowym roku? Zapraszam do poczytania!

Każdy kolejny krok przybliża Cię do osiągnięcia celu...

Wraz z rozpoczęciem się kolejnego roku, rozpoczyna się także nowy sezon na fotograficzne wojaże, za którymi chyba każdy pasjonat fotografii tęskni.. Wprawdzie w fotografii nie ma sezonu ogórkowego i każdą porę można nazwać doskonałym momentem na "bezkrwawe łowy" to jednak kilka kulminacyjnych punktów w roku z dużą łatwością można wyznaczyć. Jednym z nich jest niewątpliwie pierwsza wyprawa, niejako otwierająca nowy sezon dla przyrodnika - fotografa. Od tego jak zaczniemy kolejny rok zależy nasze podejście do wędrowania z aparatem w poszukiwaniu ciekawych kadrów. Dobre rozpoczęcie, w postaci owocnej wyprawy przyczynić się może do zwiększenia zapału i zadziałać niczym mocny kopniak na start. To też duża dawka pozytywnej energii i motywacji, która działa jak motor napędowy i minimalizuje ryzyko wystąpienia efektu zniechęcenia się do podjęcia kolejnych działań. Ale rozpoczęcie nowego sezonu nie wiąże się tylko z robieniem zdjęć... to także czas postanowień, wyznaczania celów i stawiania sobie pewnej poprzeczki. Przynajmniej u mnie tak to wygląda. W tym roku dużo myślałem nad systemem, który będzie w stanie pomóc mi stawać się coraz lepszym. Nie ukrywam, że wiele nieudanych wypraw w ubiegłym roku delikatnie mnie przytłoczyło i chciałbym w nowym sezonie tego uniknąć. System małych kroków to z pewnością interesująca metoda ułatwiająca osiągnięcie celu. Ważne aby w drodze do niego wyznaczyć sobie kilka zasadniczych punktów, często nazywanych checkpoint'ami. Za każdym razem gdy uda nam się zrealizować jakieś mniejsze zadanie w drodze do upragnionego celu, będziemy mogli podbudować swoją psychikę, co z pewnością doda nam sił i zmotywuje do dalszej pracy. Cenną uwagą dla wielu z Was może okazać się to aby celować w punkty możliwe do zrealizowania. Obranie kierunku, o który z góry wiadomo, że jest nie do osiągnięcia, może przynieść efekt zupełnie odwrotny od oczekiwanego.

"Ważne aby do czegoś dążyć."

 Kierując się tą myślą postanowiłem wyznaczyć sobie aż kilka celów. W tym roku chciałbym przede wszystkim usystematyzować moją wiedzę dotyczącą świata przyrody. Kolejnym zadaniem, którego chciałbym się podjąć to próba przeniesienia mojego bloga na własną domenę. To zawsze lepiej wygląda, a fakt posiadania własnej strony "z prawdziwego zdarzenia" sprawia dużo radości. Z założeniem własnej strony www wiąże się także potrzeba systematycznej pracy, w postaci dodawania większej ilości postów ze znacznie większą częstotliwością i wartością merytoryczną. Aby zrealizować to zadanie chciałbym zaopatrzyć się w obiektyw o ogniskowej 150-600 mm ze stajni Sigmy, o którym często wspominam. Jest to sprzęt zdecydowanie godny uwagi. Dzięki niemu moja pasja nabierze rozmachu, a ja będę w stanie czerpać jeszcze większą radość z mojej pasji. Aby ulepszać swój arsenał oraz bloga, którego prowadzę, niezbędny jest spory nakład finansowy. Fakt ten przyczynił się do tego, że zacząłem zastanawiać się nad zarobkową pracą jako fotograf. Może moje zdjęcia nie stoją na najwyższym poziomi i jeszcze dużo przede mną, ale nowe doświadczenie na pewno bardzo mi się przyda. Dzięki niemu będę mógł się dalej rozwijać i w perspektywie przyszłości doprowadzić do znacznego progresu swoich umiejętności a także rozwoju strony i kanału na serwisie YouTube.

Z perspektywy świadka - jak rozpocząłem nowy sezon?

Chociaż od sylwestrowej nocy minęło już sporo czasu to na pierwszą wyprawę musiałem czekać aż do dzisiaj. Moje otwarcie sezonu nie należało do wielogodzinnej wędrówki do której jestem przyzwyczajony. Był to raczej spontaniczny wypad. Nie przygotowałem się do niego jakoś specjalnie. Poza ubraniem się w strój maskujący i zabraniem aparatu, nic więcej nie zrobiłem. Tym razem podczas wyprawy na fotołowy towarzyszył mi tata, którego powoli zarażam swoją pasją. Zawsze milej jest porozmawiać z kimś na tematy dotyczące swoich zainteresowań i wymienić się spostrzeżeniami. Wspólne wyjście to nie tylko dobry sposób na aktywne spędzenie czasu, ale także forma zdrowej rywalizacji... komu uda się szybciej zauważyć coś ciekawego, (mam na myśli obecność zwierzyny) albo kto zrobi lepszą fotkę. Często chodzenie po lesie lub polanie może przerodzić się w formę kooperacji. Wzajemna współpraca niejednokrotnie może przynieść niespodziewany efekt i zaowocować niesamowitymi kadrami z "bezkrwawych łowów". Tym razem po dwugodzinnej wędrówce, spotkaniu stad saren, kilku dzięciołów i przebiegających w oddali danieli jestem bogatszy nie tylko o kilka zdjęć, ale także wiedzę przydatną przy planowaniu kolejnej wyprawy w ten teren. Wczesnowiosenna pora, kiedy ściółka nie zdążyła się zazielenić, to idealny czas na poszukiwania miejsc wzmożonego ruchu zwierząt. Przechadzając się leśnymi dróżkami, czy przemykając się między drzewami łatwo odnaleźć można tropy zwierząt i wydeptane przez nie ścieżki. To dobry znak, a jednocześnie idealna wskazówka na następny raz. Bogatszy o wiedzę dotyczącą przemieszczania się różnych gatunków, możemy obrać trasę marszu lub wybrać pozycję do zasiadki. A wszystko po to by kolejny raz lasu nie opuścić z pustymi rękoma, a właściwie z pustą kartą pamięci... Rozpoczęcie nowego sezonu uznaję zatem za udane i pełen pozytywnej energii, z niecierpliwością czekam na kolejny przyrodniczy wojaż. Do następnego napisania. 3majcie się!




wtorek, 5 stycznia 2016

Zima urocza i... straszna

"Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła!" ...brzmi tekst jednej z bardziej znanych piosenek o wspomnianej zimie. I faktycznie wraz z nadejściem nowego, 2016 roku zima dała się we znaki nie tylko kierowcom, ale każdemu, kto musi wyjść z domu. Długo trzeba było na nią czekać, ale gdy już się pojawiła, to z wielkim przytupem. Pamiętacie zapewne jak rok temu pisałem o pięknej wiośnie ówczesnej zimy. (Ci z Was, którzy nie mieli okazji zapoznać się z artykułem odsyłam do posta, którego link znajdziecie na dole tego wpisu) Teraz faktycznie zrobiło się biało i bardzo mroźnie... No przynajmniej w Wielkopolsce spadł śnieg, ale wracając do tematu... Gwałtowny spadek temperatur, daje się we znaki nie tylko ludziom, ale także zwierzętom, które same o pomoc nie poproszą. Dlatego zachęcam wszystkich z Was, w miarę możliwości,  o dokarmianie tych biednych istotek. Najprostszy karmnik może okazać się wspaniałą ostoją dla wróbli, sikorek, a nawet gili, które przylatują do nas właśnie na zimę. To także doskonały moment, na rozpoczęcie zabawy z fotografią i obserwacją ptaków, ale nie tylko. Jeśli mieszkacie poza miastem, z pewnością nie raz natknęliście się na stada saren, czy danieli, przemierzających pola i łąki w poszukiwaniu pożywienia. Nic tylko łapać za aparat, albo lornetkę i przyjrzeć się naturze z bliska. Ja na swoją pierwszą od dłuższego czasu zimową wyprawę z aparatem muszę jeszcze poczekać, ale wszystkich z Was, którym nie przeszkadzają ujemne temperatury gorąco zachęcam do podjęcia prób uwiecznienia tego co zza szyby wygląda tak cudnie i bajkowo. Oczywiście zwierzęta to nie jedyny wdzięczny temat o tej porze roku. Piękne zachody słońca i odbijające się od białego puchu promienie, tworzą wspaniały, baśniowy klimat, którego nie sposób nie zauważyć. To czas, w którym na szybach pojawiają się piękne lodowe wzory, o niepowtarzalnym kształcie i uroku. Warto poświęcić jedno, może dwa popołudnia na poszukiwanie perełek, bo efekt jaki uzyskamy, może okazać się znacznie lepszy od naszych oczekiwań. Oczywiście wszystkimi efektami swojej pracy możecie dzielić się ze mną. Z chęcią zobaczę to co udało Wam się zdziałać. Na zakończenie chciałbym, jeszcze poprosić Was o to abyście uważali na siebie, nie tylko podczas wędrówek z aparatem, ale w codziennym życiu. Śnieg, mróz i śliskie nawierzchnie sprawiają, że łatwo o tragedię. Do zobaczenia, 3majcie się ciepło. Hej!

http://fotografia-adrian-staskiewicz.blogspot.com/2014/05/piekna-mamy-wiosne-tej-zimy-czyli-cos.html