Menu

sobota, 26 marca 2016

Trznadel, kania i żurawie - przedświąteczna wyprawa nad perkozowe jezioro

Witajcie! Kolejny weekend już w połowie za nami. Na szczęście tym razem będziemy mogli posiedzieć troszkę dłużej w domu... Wolny poniedziałek, to idealny czas na relaks i odpoczynek. Mam nadzieję, że znajdziecie chwilkę na zebranie sił do dalszej pracy i obserwowania coraz częściej pojawiających się oznak wiosny. Przygotowania do Świąt nie należą do czynności, w których mogę się jakoś przydać, dlatego od samego rana, po raz kolejny, wybrałem się nad perkozowe jezioro. Tym razem wyjazd zaplanowany był już od dłuższego czasu. Umówiłem się z Marceliną, która podczas naszego ostatniego spotkania pokazała mi miejsce, w którym żurawie urządziły sobie prawdziwą noclegownię. Jednak dzisiaj to ja pełniłem rolę "gospodarza". Niestety od samego rana niebo było zachmurzone i pojawiły się wątpliwości, czy w ogóle jest sens ruszać na fotołowy. Ostatecznie, podjęliśmy decyzję o tym, że jednak na bezkrwawe łowy się wybierzemy. Tuż po przybyciu na miejsce udało mi się zrobić kilka zdjęć, dumnie kroczących po polu żurawi. Niestety po krótkiej chwili obserwacji oba osobniki wzbiły się w powietrze i odleciały, chowając się za ścianą lasu. Chwilę później całą trójką (był z nami też mój brat) postanowiliśmy przejść standardową trasą, po której poruszam się kierując się w stronę jeziora. Samochody zostawiliśmy na polnej dróżce, skąd pieszo ruszyliśmy w kierunku polany na której zawsze spotykam parę żurawi. W drodze na łąkę natknęliśmy się na małe stado danieli, które dosłownie przemknęło przed naszymi oczami. Przedzierając się przez trawy usłyszeliśmy znajome odgłosy. To kolejna para żurawi dawała znać o swojej obecności. Ich klangor, przynajmniej dla mnie, brzmi bardzo podniośle i przenikliwie. Za każdym razem gdy go słyszę moje serce zaczyna bić szybciej a oddech na moment zamiera. Cudowne uczucie! Tym razem parka przechadzała się w pobliżu rowu, w zupełnie w innym miejscu, niż to, do którego mnie przyzwyczaiły. Problemem okazało się podejście do ptaków. Przestrzeń między nami a nimi dzielił tylko niezbyt gęsty pas drzew, za którymi się chowaliśmy. Po zrobieniu kilku zdjęć, oddaliliśmy się, kierując bezpośrednio na pomost, przy którym często pojawia się aż kilka par perkozów. Niestety, tym razem pojawiło się tylko kilka osobników. Dodatkowo wzmagające się fale i wiatr, nie zapowiadały, że coś ciekawego uda nam się "ustrzelić". Przez moment siedzieliśmy na pomoście czekając, aż jakaś para podpłynie bliżej, ale nic takiego się nie stało. Zamiast tego, na wodzie zauważyłem parę kaczek krzyżówek. Niby nic niezwykłego, ale wcześniej nie widziałem ich na tym zbiorniku. Z pomostu, przeszliśmy na stanowiska wędkarzy, do których perkozy jakoś ufniej, a tym samym liczniej, podpływają. rozstawiliśmy sprzęt i czekaliśmy na odpowiedni moment do naciśnięcia spustu migawki, chociaż takich chwil nie był zbyt wiele. Okres godowy u perkoza dwuczubego, chyba już się kończy, bo po najbardziej emocjonujących spektaklach zostało jedynie potrząsanie głową przez oba osobniki. No trudno, nic przecież nie trwa wiecznie. Teraz trzeba czekać, aż ze złożonych jaj wyklują się młode :) W międzyczasie przez chmury zaczęły przebijać się promienie słońca, co tylko uatrakcyjniało widoki na spowite mgłą jezioro. Dzień, który początkowo zapowiadał się na całkowicie nieudany, okazywał się być coraz bardziej owocnym. Daniele, żurawie perkozy.. Żeby tego było mało w drodze powrotnej na łące spotkaliśmy parę gęsi i czajkę, przy leśnej dróżce siedzącego na gałązce trznadla, a tuż przy samochodzie latającą nad naszymi głowami kanię. Można więc uznać, że sobotni wypad, był bardzo ciekawy. Mam nadzieję, że również Marcelina i mój brat tak uważają. Na dzisiaj to tyle. Na koniec życzę Wam pogodnych i radosnych świąt Wielkiej Nocy oraz gorąco zapraszam na nową stronę Marceliny (link niżej) oraz do obejrzenia zdjęć z dzisiejszej wyprawy. Do następnego razu!








6 komentarzy:

  1. Bardzo mi się podobało:) a nie uwierzysz że dosłownie przed chwilą koło mojego domu przelatywała kania!. Teraz pewnie będzie mnie prześladować :). Super opis. Oddaje dosłownie wszystkie emocje. Dzięki za wyprawę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To kiedy powtórka? :) Co do kani.. pewnie chce, żebyś jednak złapała ją w kadrze!

      Usuń
  2. Super wpisy, zapraszam do siebie, tyle ze ja prowadze owce, zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne fotografie! Kilka fajnych również tu: http://owczeprzygody.pl/ekologiczny-wypas-owiec/

    OdpowiedzUsuń