Menu

niedziela, 20 marca 2016

Perkozowe jezioro i ostatnie promienie słońca tej zimy...

Witajcie! Dzisiaj chciałbym zacząć od tego, że ostatnio dosyć regularnie piszę do Was, z czego bardzo się cieszę. Wynika to z tego, że częściej wybieram się na fotołowy. Pogoda coraz częściej dopisuje, a słońce pięknie oświetla moich zwierzęcych modeli, więc i wyjść z domu jakoś bardziej się chce.. Dzisiaj pierwszy dzień astronomicznej wiosny, z kolei dzień jutrzejszy jest dniem kalendarzowej zmiany pory roku na tą lubianą, chyba przez większą część społeczeństwa :) Ja nie narzekam na zimę, pod warunkiem, że pada śnieg.. Piękne ośnieżone drzewa i niesamowite scenerie, ślicznie wyglądają na zdjęciach.. Jednak wiosna to czas, w którym, jak to się mówi, przyroda budzi się do życia. Może to bardzo oklepana formułka, jednak niesie ze sobą sporo prawdy.. Chociaż ptaki, przynajmniej niektóre, już jakiś czas temu wróciły na nasze łąki, pola i lasy. to polepszające się warunki pogodowe sprawiają, że zwierzęta stają się bardziej aktywne... W ostatnim wpisie, mówiłem Wam o tańcu godowym perkozów.. Chyba zakochałem się w tych ptakach, bo ostatni dzień zimy postanowiłem spędzić właśnie w ich towarzystwie. Ale od początku. Coraz szybciej robi się jasno, dlatego, aby dotrzeć na miejsce przed świtem trzeba wstać wcześniej.. Miałem tego świadomość, dlatego budzik ustawiłem na godzinę 4.50. Pobudka i spakowanie sprzętu nie zajęło mi dużo czasu. jednak jakie było moje zdziwienie, gdy obudziłem się a na dworze robiło się już szaro.. Jeszcze tydzień temu o tej porze na dworze panowały zupełne ciemności... Jednak różnica między godziną wschodu słońca w ubiegłym tygodniu, a tą z soboty okazała się spora. Na miejsce dotarłem więc, gdy było już jasno. Zapowiadał się pochmurny dzień, więc nie liczyłem na zbyt wiele.. Standardowo odwiedziłem łączkę, o której pisałem ostatnio, jednak, poza jedną sarną, nikogo tam nie spotkałem. Ostatnio czytałem trochę o technikach podchodzenia do zwierząt. Mając w głowie podstawowe informacje o tej niełatwej sztuce, postanowiłem spróbować swoich sił. Stanąłem po zawietrznej stronie i powoli podchodziłem w kierunku pasącej się samicy... Zasada była prosta. Gdy zwierzę trzyma głowę przy ziemi, idę, gdy ją podniesie, stoję w bezruchu.. Te kilka prostych trików okazało się być bardzo pomocnych i po kilku minutach udało mi się sporo zmniejszyć dystans dzielący mnie od sarny, która spokojnie skubała trawę. Byłem zdziwiony, że ta metoda jest aż tak skuteczna. Sarna kilkukrotnie podniosła głowę i spoglądała w moim kierunku, ale zupełnie nic nie robiła sobie z mojej obecności.. Podszedłem, jeszcze bliżej, ale zrobiłem to chyba zbyt szybko i ostatecznie ją wystraszyłem. Mimo to zadowolony, z udanej pierwszej próby podejścia, poszedłem w kierunku perkozowego zbiornika. W międzyczasie przez chmury zaczęły przebijać się promienie słońca, co dało mi nadzieję, na ślicznie oświetlone sceny.  Na miejscu spotkałem kilku okolicznych wędkarzy, od których dowiedziałem się o istnieniu jeszcze jednego, znacznie większego zbiornika, oddalonego tylko o dwa kilometry od miejsca, w którym się znajdowałem. Okazało się, że głębokość perkozowego jeziorka wynosi około 6 metrów, a zbiornik o którym usłyszałem, jest znacznie płytszy. Po krótkiej rozmowie, rozstawiłem statyw i spokojnie zacząłem obserwować sytuacje.. Spędziłem ponad godzinę czasu przyglądając się zalotom ptaków, co jakiś czas naciskając spust migawki. Zaczęło kropić, ale na szczęście tylko przez chwilę, a zaraz potem tafla wody została oświetlona przez ostatnie promienie zimowego słońca.. Zmieniłem miejsce, tak, żeby słońce mieć za plecami i spędziłem kolejne dwie godziny fotografując perkozy, chowające się w trzcinach i przeganiające potencjalnych rywali o miejsce na gniazdo. Nagle na niebie pojawiła się sylwetka czapli, która o dziwo, wydawała z siebie jakieś głosy.. Myślałem, że te ptaki, w odróżnieniu np. od żurawi, w ciszy przelatują z miejsca na miejsce, ale ten osobnik jednak postanowił się "odezwać". Tego dnia pojawiła się jeszcze raz, ale niestety szybko znikała za otaczającymi jezioro drzewami. Po 4 godzinach postanowiłem wrócić do domu, było mi już trochę zimno, a w planach miałem jeszcze wyjazd do marketu budowlanego po.. rury pvc. Tak, tak.. fototratwa powstanie szybciej niż planowałem, ale po prostu nie mogłem już dłużej czekać. Mało tego, zrobiłem, już nawet listę zakupów i szczegółowy plan budowy, tego wynalazku., którym na pewno podzielę się z Wami. Spory problem miałem, gdy przyszło do liczenia wyporności, bo nie do końca, wiedziałem jak to ugryźć. Standardowe wzory wydały mi się mało przydatne w tego rodzaju konstrukcji, więc postanowiłem zastosować metodę prób i błędów.. Zobaczymy, co z tego wyniknie. Aaa, zapomniałem napisać Wam o tym, że po raz pierwszy okulary na czas fotografowania zastąpiłem soczewkami kontaktowymi i jestem bardzo zadowolony, z tego manewru. To nie tylko praktyczne rozwiązanie, ale też znacznie bardziej wygodne.. Polecam każdemu! :) To tyle na dzisiaj. Mam nadzieję, że napiszę znów za tydzień. Teraz zapraszam do obejrzenia efektów mojego ostatniego wypadu. 3majcie się! Cześć!






2 komentarze:

  1. Bardzo udane zdjęcia, gratuluję. Nigdy nie miałam przyjemności oglądania perkozów podczas ich tańca godowego, ponieważ w pobliżu mnie nie ma żadnego miejsca, gdzie te ptaki się gnieżdżą (jak to w mieście...). Jednak na dłuższych wycieczkach w teren bardzo lubię obserwować te ptaki.
    Super obserwacje! :) Czekam na kolejne.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za miłe słowa! Perkozy to przepiękne ptaki, a możliwość obserwacji ich tańca godowego jest niesamowitym doświadczeniem i majestatycznym widowiskiem :) Jeśli będzie Pani w Wielkopolsce, zapraszam w tereny na których fotografuję, bo jest co oglądać. Z chęcią zdradzę lokalizację kilku godnych uwagi miejsc. Również pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń