Menu

niedziela, 13 marca 2016

Perkozowe amory - obserwacja toków perkoza dwuczubego

Hej, od ostatniego wpisu minął zaledwie tydzień, ale złożyło się tak, że dzisiaj znów wybrałem się na fotowyprawę. Ostatnim razem swoje wojaże potraktowałem bardziej jako wyprawę rozpoznawczą. Jako, że tereny, na które się wybrałem nie są mi zbyt dobrze znane, postanowiłem, poszukać ciekawych przyrodniczo zakątków. Dzisiaj było inaczej. Mając w głowie podstawowe informacje dotyczące, miejsca w którym zamierzałem fotografować, zarysowałem sobie swego rodzaju trasę i miejsca, do których chciałem dotrzeć. I tak wędrując leśnymi ścieżkami dotarłem na ogromną polanę otoczoną z każdej strony ścianą drzew i suchych traw. To idealne miejsce, do czatowania. Szczególnie, że strój, którego używam został zrobiony właśnie w piaskowej (beżowej) kolorystyce. Płaski, pokaźnych rozmiarów, częściowo podmokły, teren poprzedzielany rowami to idealne miejsce dla żerujących, czy odpoczywających żurawi, które najwyraźniej polubiły to miejsce... Ostatnio na polanie widziałem parę tych ptaków. I tym razem je tam spotkałem. Jednak w odróżnieniu od ostatniego weekendu, dzisiaj na zalanym, przez ostatnie deszcze, fragmencie pojawiły się aż cztery osobniki, które już z daleka można było usłyszeć... Wyjątkowo głośno i donośnie dawały znać o swojej obecności, zanim jeszcze zdążyłem dotrzeć na miejsce. Sprytne ptaszyska brodziły w wodzie co jakiś czas przystawiając i rozglądając się dookoła. Zrezygnowałem z podchodzenia do nich, gdy na horyzoncie pojawiło się stado danieli. I tak były zbyt daleko, a otwarta przestrzeń nie byłaby moim sojusznikiem. Skupiłem się więc na danielach, które wyszły na łąkę po to, by poszukać jakiegoś pożywienia. Wypasały się tuż przy ścianie lasu, w niewielkiej odległości od ambony. Na moje nieszczęście zauważyłem je gdy stałem już na otwartym terenie. Szybko schowałem się za pobliskimi drzewami i powoli zbliżałem się w kierunku stada. Pech chciał, że bardzo szybko zorientowały się i odkryły moją obecność. Od razu przerwały posiłek i skierowały wzrok w moją stronę. Na nic zdało się czołganie, czy nawet leżenie i czekanie, na to aż przestaną się mną interesować. Wykonałem kilka powolnych ruchów w ich kierunku, ale to wystarczyło, aby zdecydowały się na ucieczkę. Wprawdzie przystanęły jeszcze między drzewami, ale po chwili pobiegły wgłąb lasu. Wstałem z pozycji leżącej, złapałem za bagnet statywowy przymocowany, do obiektywu (korzystam z niego jak z uchwytu transportowego) i powoli oddaliłem się w kierunku kolejnego punktu mojej wycieczki. Kolejnym miejscem, które chciałem odwiedzić, był niewielki zbiornik wodny oddalony zaledwie o kilkaset metrów od polany. Wiązałem z tym jeziorkiem wielkie nadzieję choćby na niezapomniane widowisko. Ostatnim razem obserwowałem na nim kilkanaście perkozów dwuczubych oraz ich majestatyczny spektakl jaki odgrywały. Mowa oczywiście o tańcu godowym, tych ptaków. Zawsze podobały mi się sylwetki tych przedstawicieli rodziny perkozowatych. Przepiękne czuby i kryzy (w tym przypadku chodzi o pióra innej barwy niż reszta umaszczenia, tworzące „kołnierz”), które stroszą podczas toków wyglądają imponująco. Jakie było moje zdziwienie, gdy dotarłem na miejsce. Ptaki pływały znacznie bliżej niż w ubiegły tydzień. Od razu pomyślałem, że może tym razem uda mi się uwiecznić coś ciekawego na zdjęciach. Zająłem jedno z kilku upatrzonych miejsc, rozstawiłem statyw, umocowałem na nim aparat z obiektywem i.. czekałem. Niestety, chociaż po wodzie pływało kilka par, które , mówiąc kolokwialnie "miały się ku sobie", nie zaprezentowały całego wachlarza swoich umiejętności aktorskich.. Poza kilkoma, charakterystycznymi dla godowego tańca tego gatunku, elementami nie zobaczyłem najbardziej urokliwej sceny jaką jest podpływanie do siebie dwóch osobników i wzbijanie się nad lustro wody. Perkozy nie kwapiły się także do nurkowania, po wodorosty, czy gałązki (wiele osób uważa, że jest to nieodzowna część toków, będąca symbolem budowania wspólnego gniazda). Ale to nie popsuło mi humoru, bo widok i tak był niezapomniany. Swoją drogą wyczytałem ostatnio wiele ciekawych rzeczy na temat perkozów dwuczubych.. Między innymi to, że jako jedne z nielicznych ptaków wodnych nie kopulują na wodzie, tylko w gnieździe uwitym z wodorostów, roślin wodnych i gałązek. Przy czym samo gniazdo nie jest szczególnie solidną i mozolnie konstruowaną budowlą. Zlokalizowana w rzadko rosnących trzcinach, pływająca platforma wstaje ponad powierzchnię wody platforma zakotwiczona jest do dna dzięki wpleceniu w nie zakorzenionych w mule roślin. Może kiedyś, uda mi się złapać parkę w kadrze właśnie w czasie budowy gniazda... Nad brzegiem jeziora, spędziłem dzisiaj najwięcej czasu, zmieniając kilkukrotnie miejsce, tak, aby być w jak najlepszym miejscu do obserwacji i fotografowania. Mimo tego, że niebo było szare i zdjęcia też nie wyszły rewelacyjnie to całą wyprawę z pewnością zaliczę do udanych.. Poza kilkoma przyzwoitymi zdjęciami, zebrałem sporo informacji na temat pracy z Sigmą 150-600mm  f/5-6.3 DG OS HSM C, która od niedawna stanowi moje podstawowe oko na świat przyrody. Poza sporą wagą i problemami z ostrością, które da się zniwelować (wynika to także z body oraz odległości od tła) obiektyw wydaje się być bardzo dobrym sprzętem, jeśli chodzi o zastosowanie przyrodnicze. Na dzisiaj to tyle. Mam nadzieję, że nie wynudziłem Was za bardzo tak długim wpisem.. Na koniec chciałbym powiedzieć, że nowa strona jest w ostatniej fazie rozwoju, a cały projekt idzie w dobrym kierunku. Zapraszam do obejrzenia zdjęć i pozostawienia śladu po swojej wizycie w komentarzu. Miłego wieczoru!



2 komentarze:

  1. Pana blog jest również bardzo interesujący a przy okazji ma Pan świetne tereny do fotografowania.Jak tylko trochę więcej czasu znajdę to zagłębie się bardziej w bloga i fotki tu prezentowane:)pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;) To prawda, tereny są bardzo dobre na fotograficzne wojaże i zamierzam z tego jak najwięcej korzystać. Serdecznie zapraszam na wspólną wyprawę ;)

      Usuń