Menu

niedziela, 25 października 2015

Żurawie jeszcze zostają, czyli relacja z fotołowów na zalewie wonieskim...

Ostatnio wspominałem Wam o tym, że coraz bardziej zakochuję się w przyrodzie, I faktycznie, każda kolejna wyprawa, powoduje, że coraz bardziej ciekawi mnie świat przyrody. Z każdym wyjściem, z każdym kolejnym naciśnięciem spustu migawki chcę więcej, lepiej i ciekawiej. Odczuwam coraz większą fascynację tym, co mnie otacza. Z perspektywy czasu widzę, jak pasja, której poświęcam coraz więcej czasu, wpływa na moje podejście do świata roślin i zwierząt. A najlepszym przykładem jest mój ostatni wypad na zlotowisko żurawi. To co na nim zobaczyłem jest nie do opisania. To po prostu trzeba przeżyć. Uwierzcie, nigdy nie spodziewałem się, że stado ptaków szykujących się do snu, może odegrać tak widowiskowy i przepiękny spektakl.

W poszukiwaniu dobrego miejsca - mały rekonesans po obszarze NATURA 2000

W poniedziałek, z samego rana wybrałem się na małą wycieczkę krajoznawczą po terenach zalewu wonieskiego, który należy do obszaru NATURA 2000. Oczywiście, tego dnia byłem przygotowany na bliskie spotkanie z dzikimi zwierzętami, ale moim głównym celem tego dnia było poznanie topografii i specyfiki terenu, na którym zamierzałem sfotografować zlatujące wieczorem żurawie. Wyposażony w zdjęcia satelitarne okolicy, na których naniesione zostały, główne miejsca pobytu tych ptaków, rozpocząłem "zwiedzanie" miejsca, w którym się znajdowałem. Wiele osób, nie mających na co dzień do czynienia z fotografią przyrodniczą myśli, że tego rodzaju hobby sprowadza się jedynie do wciskania spustu migawki. Ale ci z Was, którzy choć przez moment mieli styczność z fotografowaniem zwierząt, wiedzą, że nie jest to wcale takie proste jak się z pozoru wydaje. Możliwość uchwycenia dobrego kadru wymaga od fotografa znajomości miejsca w którym pracuje. Począwszy od kwestii oświetlenia sceny (zazwyczaj nie fotografuje się pod światło), aż po nie mniej istotny element jakim jest tło. Wiadomo, że zazwyczaj jest ono całkowicie rozmyte, ale w każdej chwili może okazać się, że nie będzie możliwości uzyskać wystarczającego efekty bokeh, aby "wyciąć" modela z tego co go otacza lub po prostu to co znajdzie się za nim będzie dopełnieniem ujęcia, bez którego całość byłaby mniej atrakcyjna wizualnie. Znajomość zwyczajów różnych gatunków zwierząt to drugi element, który w połączeniu z tym o czym wspomniałem wcześniej oraz odrobiną szczęścia stanowi doskonały klucz do przepięknego zdjęcia, zapamiętanego na długie lata. Nie da się chyba jednoznacznie stwierdzić jak zachowają się obserwowane zwierzęta, ale znajomość ich zwyczajów i pewnego rodzaju rytuałów minimalizują ryzyko utraty możliwości do obserwacji i fotografowania. Nawet takie błahostki jak znajomość czas w którym żurawie zlatują nad zalew okazała się niezastąpiona podczas szukania miejsca do zasiadki. Sumując wszystkie drobnostki, może okazać się, że opanowaliśmy dość spory kawałek wiedzy pożądanej u fotografa przyrody. Wracając do tematu, jakim są przygotowania do zasiadki na szykujące się do wylotu żurawie... Już wcześniej przeanalizowałem miejsca, które chciałbym zobaczyć i poznać. Opracowałem trasę, którą chciałem przejść i zgodnie z tym co postanowiłem o 7 rano ruszyłem do pierwszego punktu. Było to miejsce w którym, żurawie nocują. Godzina, o której znalazłem sie na miejscu, nie napawała optymizmem. Liczyłem się z tym, że tak późno mogę już nic nie zobaczyć. Jakie było moje zdziwienie, gdy przedzierając się przez szuwary usłyszałem charakterystyczny dźwięk. Podbudowany na duchu, kierowałem się w stronę, z której dobiegał klangor. ostatnie metry pokonywałem na palcach, byle tylko nie złamać pod stopą żadnej trzciny... Gdy wyszedłem na brzeg zalewu, moim oczom ukazało się małe stadko brodzące w wodzie, Niestety zbierały się do odlotu. Nie chcąc ich straszyć przykucnąłem i obserwowałem je do momentu, aż odleciały... Tego dnia nie był to jedyny kontakt z tymi ptakami, ale jedyny, tak bliski.. Opuszczając trzcinowisko, wiedziałem, że jeszcze tu wrócę. Jak się miało okazać później miałem przybyć na cudowny spektakl. kolejne punkty na trasie, okazały się być miejscami, w które żurawie zlatują na żer. Podchodziłem więc ostrożne, zgodnie z myślą "po pierwsze nie szkodzić", aby ich nie wypłoszyć. Na wędrówce spędziłem dobrych kilka godzin, cały czas towarzyszył mi jastrząb, który wręcz zawisł nad moją głową. Gdziekolwiek poszedłem bacznie mnie obserwował. Jak widać bronił swojego terytorium, a stwór o dziwnym kształcie (biegałem w stroju maskującym) wzbudził jego ciekawość. Do domu wróciłem bogatszy o kolejne spojrzenie na życie tych zwierząt i z chęcią uwiecznienia na zdjęciach żurawi, które wzbudzały i nadal wzbudzają do mnie zachwyt.

Day 0 - czekamy na znajomy hałas

Na fotołowy wybrałem się w sobotę, 17 października. Było już grubo po godzinie 16, kiedy dotarłem na miejsce. Tego dnia towarzyszyć mi miała Marcelina, osoba, która przede wszystkimi jest miłą i sympatyczną kobietą, a dodatkowo zapalonym fotografem. To dzięki niej miałem mapki, z których korzystałem w poniedziałek. W oczekiwaniu na moją przewodniczkę, przygotowałem się do leżenia w błocie, w oczekiwaniu na stada, które miały nadlecieć lada moment... Ubrany w strój maskujący, z aparatem w dłoni chowałem do plecaka to co nie było mi  potrzebne. W tym czasie na umówione miejsce spotkania przyjechała Marcelina. Po krótkiej rozmowie postanowiliśmy nie tracić czasu i ruszyliśmy w kierunku miejsca, gdzie miały przylecieć ogromne stada żurawi. Gdy już przedarliśmy się przez trzciny, usłyszeliśmy odgłosy nadlatujących ptaków. Nie czekając długo poszukaliśmy odpowiednich miejsc na zasiadkę i ukryliśmy się. Na szczęście okazał się to fałszywy alarm. Ptaszyska tylko przeleciały nad naszymi głowami. Najwyraźniej sprawdzały teren... Korzystając z ich nieobecności postanowiliśmy przejść nieco dalej, gdzie prawdopodobieństwo pojawienia się naszych modeli było znacznie większe. Marcelina wskazała konkretny punkt na zalewie, stwierdzając, że tu będzie dobrze. I nie pomyliła się. Ledwo zdążyliśmy przygotować sobie kryjówki, gdy kilka osobników "patrolujących" teren przeleciało nad nami wzdłuż linii brzegowej. Chwilę później z oddali słychać już było potężny klangor. Nigdy wcześniej nie słyszałem, aby małe stado, potrafiło wytworzyć taki hałas. Tym razem nie było inaczej. To nie było małe stado a ogromy klucz tych ptaków. Zakreślając koła zniżały lot, aż w końcu wylądowały. W jednej chwili setki ptaków zaczęły na cały głos oznajmiać swoja obecność. A to był dopiero początek. Co chwila pojawiało się ich coraz więcej. Z zapartym tchem obserwowałem to co działo sie przed moimi oczami. Nie byłem w stanie wyobraźić sobie tego, czego teraz doświadczałem. Przykładając oko do wizjera, widowisko stawało się jeszcze piękniejsze. Co jakiś czas kolejne stada przylatywały by połączyć się potężną gromadę. Przypatrywałem sie temu wspaniałemu zjawisku, co chwile robiąc zdjęcie. kolejne ptaki przelatywały nad moją głową, a ja czułem się jak w ptasim raju. Żałowałem jedynie tego, że bardzo szybko się ściemniało i po godzinie obserwacji, aparaty mogłem schować. Ale i tak bardzo mi sie podobało. Jedyny powód do niezadowolenia to brak obiektywu z większym zoomem. 300 mm to zdecydowanie za mała ogniskowa jak na takie polowanie. Ale siedząc schowany w trzcinach zupełnie mi to nie przeszkadzało. Nigdy wcześniej nie widziałem czegoś podobnego, dodatkowo głośny klangor dopełniał uroku widowiska. W pewnej chwili jeden osobnik, swoim wyróżniającym się krzykiem przerwał śpiewy innych ptaków. W krótkim czasie wszystkie głosy ucichły. W jednej chwili całe stado zamilkło, pozwalając obserwatorowi wsłuchać się w plusk wody. Było coraz ciemniej i powoli musieliśmy się zbierać, ale to co zobaczyłem będzie dla mnie motywacją do dalszego działania. Dzisiaj, gdy emocje opadły, na chłodno zerknąłem na zdjęcia. Pozostawiają wiele do życzenia, ale i tak cieszę się, że mogłem być świadkiem zlotowiska żurawi. Tym bardziej, że to był ostatni moment... Żurawie niedługo odlecą i chociaż ostatnie ptaki pozostaną nawet do grudnia to w całej okazałości dadzą poznać się dopiero na wiosnę, a ja już odliczam czas który pozostał do czasu ich powrotu i przepięknych tańców godowych.


Podziękowania


W tym miejscu chciałbym zakonczyć właściwą część posta. Jednocześnie pragnę podziękować wszystkim bez których, nie mógłbym być nad zalewem i obserwować żurawi. Dziękuje mojemu tacie, który zawiózł mnie na miejsce i mimo transmisji meczu, poświęcił swój czas. Wyrazy wdzięczności kieruje także do Marceliny, osoby, która zna tereny zalewu wonieskiego i zdradziła mi tajniki obserwacji żurawi. Myślę, że bez Ciebie nie miałbym kolejnych ciekawych zdjęć w swoim fotograficznym portfolio. Z tego miejsca zapraszam do obserwacji jej bloga, którego link zamieszczam poniżej. Zachęcam do poczytania i oglądania tego co publikuje, bo są tam same wspaniałe i ciekawe posty. To tyle na dzisiaj. Dziękuję za to, że wytrwaliście do końca tego wpisu. Mam nadzieję, że Was nie zanudziłem. Zapraszam do oglądania. Do następnego razu!

http://www.fotomarcelina.blogspot.com









niedziela, 18 października 2015

Moje miasto nocą, czyli Poznań w blasku księżyca

Czasem przychodzi czas, gdy musimy odciąć się od rutyny. mamy dosyć robienia w kółko tego samego. Czasem jednak szukamy po prostu czegoś nowego, nowych wrażeń i przygód. Myśląc w podobny sposób wybrałem się na nocną wędrówkę po Poznaniu. Chodzę tam do szkoły, więc praktycznie każdego dnia mogę wyjść "na miasto". Zdałem sobie jednak sprawę, że przez te dwa lata, które spędziłem w stolicy wielkopolski rzadko wybierałem się na wieczorny spacer z aparatem w ręku. Chyba nigdy nie fascynowałem się tego rodzaju fotografią.. a może po prostu nie chciało mi się chodzić nocą ciemnymi uliczkami? Tak czy inaczej migawka mojej lustrzanki nigdy nie miała szans ujrzeć nocnego miejskiego krajobrazu. I pewnie jeszcze długo nie miałaby takiej okazji, gdyby nie konkurs organizowany przez Uniwersytet Szczeciński.Tematami tegorocznej edycji były m in. elementy matematyki w przyrodzie ożywionej i nieożywionej, architekturze oraz sztuce. Gdy dowiedziałem się o wspomnianym konkursie, w mojej głowie zrodziło się wiele pomysłów, które spełniałyby warunki regulaminu, a jednocześnie prezentowałyby interesujące ujęcia. Niestety jak to w życiu bywa, nie wszystkie moje koncepcje szło zrealizować w łatwy sposób. Chciałem uchwycić zarys wieżowców na tle zachodzącego słońca, ale pojawił się problem z miejscem, w którym kadr okazałby się wystarczająco ciekawy. Kolejny plan zakładał sfotografowanie mostu odbijającego się w Warcie, niestety poziom wody w rzece, okazał się tak niski, że trudno było uchwycić coś ciekawego... Ostatnią rzeczą którą chciałem uwiecznić w kadrze na potrzeby konkursu to iluminacja Dworca Głównego, ale zdjęcie z perspektywy przystanku tramwajowego nie usatysfakcjonowało mnie na tyle, aby fotografia powędrowała pod ocenę jury... Skończyło się na tym, że z wielkich idei pozostała tylko niewielka namiastka tego co chciałem osiągnąć. Udało mi się zrobić zdjęcie przejeżdżającej "szóstce", oświetlenia dworca (jedynie z perspektywy "żabiej"), jednego wieżowca, a właściwie tylko jego widocznych w ciemności okien (zdjęcie zrobione przez szybę z budynku Wielkopolskiego Centrum Onkologicznego). Wracając do mieszkania przeglądałem to co udało mi się uchwycić. Nieskromnie stwierdziłem, że zdjęcia do najgorszych nie należą, jednak do perfekcji brakuje im jeszcze bardzo, bardzo dużo. ostatecznie zrezygnowałem z udziału w konkursie, a tym co uchwyciłem chce podzielić się z Wami. Wędrówka po nocnym Poznaniu skłoniła mnie do refleksji nad tym czego nie dostrzegamy w szarej codzienności... Muszę przyznać, że przechadzając się miejscami, które za dnia odwiedzam często, miałem problem z określeniem tego, gdzie jestem. To co oświetlone za dnia przybiera zupełnie inna formę w blasku księżyca. Bardzo zafascynowało mnie drugie oblicze poznańskich zakątków i chciałbym zrobić jeszcze jedno, no może dwa podejścia do tematu jakim jest pokazanie tego, co nocą staje się piękne. W głowie zrodził mi się pomysł, aby architekturę Poznania uczynić tematem części moich zdjęć. To naprawdę ciekawe miasto, choć na pierwszy rzut oka nie ma w nim nic do odkrycia. Nie mniej jednak, fotografia urbanistyczna nigdy nie będzie tą czołową tematyką. To do zdjęć przyrodniczych zapałałem ogromną miłością, a kolejne wyprawy sprawiają, że jeszcze bardziej zakochuje się w naturze i tym co nas otacza.. Dlaczego? Tego dowiecie się już niebawem w kolejnych postach, a teraz pod Waszą ocenę oddaje to co sfotografowałem podczas pierwszej nocnej wyprawy "na miasto". Do kolejnego wpisu! Cześć!