Menu

czwartek, 25 czerwca 2015

Chewbacca, czyli GS w praktyce...

Witajcie! Z każdą sekundą zbliżamy się do wakacji. Bardzo się z tego powodu cieszę, bo jest to czas kiedy mój sprzęt fotograficzny jest eksploatowany intensywniej niż w pozostałych okresach. Mam więcej okazji do tego, by porobić trochę zdjęć, a przecież to właśnie lubię. Lato to doskonały czas na różnego rodzaju eksperymenty. Wprawdzie migracje ptaków przypadają na wiosnę i jesień, a i pozostałe zwierzęta nie zachowują się szczególnie interesująco to myślę, że nie ma złej pory na sięgnięcie po aparat i spróbowania czegoś nowego. Kierując się takimi myślami postanowiłem wypróbować mój ostatni "wymysł". Dawno temu wspominałem o stroju, który bardzo mnie zaciekawił. Szybko wpadłem na pomysł, żeby wykorzystać go w fotografii przyrodniczej. Mowa oczywiście o GS'ie, czyli popularnym kamuflażu znanym jako Ghillie Suit lub po prostu krzak. Myślę, że nikomu z Was nie trzeba go przedstawiać. Warto jednak wspomnieć, że jego pierwotnym i zarazem podstawowym zadaniem jest oczywiście maskowanie strzelców wyborowych, snajperów i zwiadowców za linią wroga. Brzmi przerażająco? Hmm, wygląda również! Wojskowe pochodzenie tego wynalazku wcale nie zniechęciło mnie do jego przetestowania. No tak, ale najpierw trzeba było go zrobić. I tutaj mógłbym pisać i pisać, ponieważ jego tworzenie zajęło mi sporo czasu i napsuło wiele nerwów. Częściowo uszyty strój mogliście zobaczyć we fragmencie jednego z filmów na YouTube. Mam nadzieję, że wielu z Was widziało moje poczynania i nie załamało się widząc co ja sobie ubzdurałem. Faktycznie, może początkowo pomysł wydawał się irracjonalny i wręcz głupi, ale patrząc na to z perspektywy czasu i pierwszego testu wydaje mi się, że kamuflaż spełnia swoje zadanie, a korzyści płynące z jego wykorzystania na dłuższa metę będą niewspółmierne z czasem poświęconym na przygotowanie GS'a. O samym stroju już wkrótce będziecie mogli przeczytać w zakładce "Stroje i maskalaty" Zamierzam opublikować tam dosyć obszerny artykuł właśnie o kamuflażu. Jednak już dziś chciałbym pochwalić się tym, że strój spisuje się dobrze, żeby nie powiedzieć rewelacyjnie... Szczerze mówiąc wybierając się na pierwsze łowy, ubrany w Ghillie Suit i uzbrojony jedynie w aparat z podpiętym obiektywem firmy Samyang nie spodziewałem się, że kostium może tak bardzo wpłynąć na zlewanie się z otoczeniem i podchodzenie do zwierząt. Już na samym początku mojej wędrówki wypatrzyłem dwie sarny oddalone o jakieś 500m ode mnie. Początkowo dosyć ostrożnie przyglądałem im się z tej odległości. W wizjerze aparatu widać było, że spokojnie przechadzają się po łące i w ogóle nie zwracają na mnie uwagi. Najwyraźniej mnie nie zauważyły. Podbudowany tym faktem postanowiłem podejść znacznie bliżej i sprawdzić jak strój radzi sobie na otwartej przestrzeni. Mając na względzie, że 500m o których wspominałem to dużo i mało jednocześnie zdawałem sobie sprawę, że może jednak nie uda mi się zmniejszyć dystansu. Z nadzieją jednak podchodziłem bliżej o kolejne metry. Z pięciuset zrobiło się czterysta, później trzysta, a sarny ani drgnęły. Starałem podejść się jeszcze bliżej, ale ostatecznie nie wiem ile metrów dzieliło mnie od tych płochliwych zwierząt, gdy wykonałem ruch, który wywołał ich niepokój i ucieczkę. Jednak pokonywanie rowów, nawet tych niewielkich nadal stanowiło jakąś barierę...  Może historia brzmi trochę jak bajka z gatunku "ta bez smoków", ale zdjęcia, które zrobiłem są dowodem, że jednak podejść się dało... Dla niedowiarków mogę wspomnieć o dwóch jastrzębiach, które niedługo po spłoszeniu saren zaczęły krążyć nad pobliskim drzewem. Niby nic takiego, ale zawsze, gdy podchodziłem, żeby zdjęcie tym drapieżnikom zrobić odlatywały w siną dal.. Tym razem było inaczej. Leżałem pośród niskich traw, na środku łąki, bez problemu podczołgiwałem się bliżej, a one nie wykazywały zaniepokojenia tym faktem, a przecież jako ptaki drapieżne posiadają wspaniały wzrok, więc w normalnej sytuacji nie byłoby opcji, żeby mnie nie zauważyły.. A tutaj proszę, efekt stroju, czy szczęścia? Trudno ocenić, wierzę jednak, że maskowanie w dużej mierze pomogło mi podglądać te ptaki przez ponad trzy godziny, zmieniając pozycje na takie, które nie przysłaniały widoku. Podbudowany tym co udało mi się sfotografować i bogatszy o nowe doświadczenia wróciłem do domu. Z nabytą wiedzą praktyczną, wiem jakie poprawki wprowadzić w moim stroju, aby ostatecznie móc stwierdzić, że prace nad nim zostały zakończone. Oczywiście efektem podzielę się z Wami. W planach poza artykułem, o którym wspominałem, jest jeszcze film, prezentujący nie tylko sam wygląd stroju, lecz także jego wykorzystanie i test. Jestem w trakcie rozplanowywania "studia", w którym przez jakiś czas będę mógł nagrywać kolejne filmy, więc z pewnością, niebawem pojawi się coś nowego na moim kanale na YT. Na dzisiaj to chyba wszystko. Dziękuję, że przebrnęliście do końca. Mam nadzieję, że Was nie zanudziłem. Zachęcam do obejrzenia zdjęć i zostawienia po sobie śladu w postaci komentarza, lajka, czy google'owskiej jedyneczki. Trzymajcie się. Cześć!
P.S. Planując kilkugodzinną eskapadę z aparatem nie zapomnijcie o rękawiczkach, butelce wody i tabliczce czekolady. Te trzy rzeczy z pewnością poprawią Wasz komfort podczas samotnej wyprawy. Nie pytajcie skąd wiem ;)



środa, 10 czerwca 2015

Wyjazdów czas...

Witajcie! Jejku jak dawno mnie tutaj nie było... Niestety, im bliżej wakacji, tym więcej  obowiązków. Z takim paradoksem przyszło mi się zmierzyć, ale cóż... co zrobić? Trudno, jakoś muszę dać radę :) Okej, skupmy się na temacie tego posta... Mówiąc o zbliżającym się już coraz większymi krokami końcem roku szkolnego od razu pomyślałem o wakacjach. Ach cóż to za piękny czas, kiedy możemy spędzić dwa miesiące obijając się, leniuchując i ładując akumulatory na kolejny rok pracy (oczywiście nie zapominam o tych z Was którym należą się trzymiesięczne wakacje oraz tych, którzy letnią atmosferę mają okazję wykorzystać w pełni zaledwie w przeciągu dwóch tygodni) Wielu z Was z pewnością nie może doczekać się wymarzonego urlopu. Wyjazdy do miejsc oddalonych od nas zarówno o kilkaset kilometrów jak i tych bliżej nas są dobrym pretekstem do zrobieniu kilku nowych fotek. Warto zachować jakieś pamiątki po tym, co się widziało, co zwróciło naszą uwagę. Wspomnienia są ulotne, a fotografie zostają... Fotografując to co przykuło nas wzrok należy jednak pamiętać o tym, aby nie były to "zwyczajne" klapnięcie migawką. Czasem dobrze jest przemyśleć to co chcemy uchwycić w kadrze, poczekać przez chwilę, albo dwie i zarejestrować obraz, który będzie coś sobą prezentował, ukazywał coś charakterystycznego dla tego miejsca, opowiadał historię lub był po prostu wykonany w niekonwencjonalny sposób. Często zdarza się tak, że staramy się aby obiekt, który fotografujemy był niczym nieprzysłonięty, przejrzysty. Zdarza się jednak tak, że szukając spokojnego miejsca do zrobienia zdjęcia, które według nas jest dobre umyka naszej uwadze to, co istotne. Uważajcie! Często jest to bardzo mylne zdanie, pomijając dorożkę, katarynkę, przechodniów fragment budynku, latarnię tak naprawdę psujemy przekaz zdjęcia. Nieświadomie usuwamy to, co stanowi nieodzowny element krajobrazu miejsca, w którym się znajdujemy. Nie jest niczym złym, jeśli na naszej fotce pojawi się stado gołębi, przechodzeń, czy niechciana latarnia. Dobrze jest, gdy zastanowimy się, czy to co nam przeszkadza nie doda uroku kadrom, które uchwycimy. Czytając kolejne zdania tego wpisu z pewnością mówicie, że taki jestem mądry a sam tak nie robię... Nie! Nie zgodzę się z Wami. W prawdzie każdy, kto na bieżąco śledzi mojego bloga wie, że to przyroda jest głównym obiektem moich zainteresowań. Nie oznacza to jednak, że zdjęcia budynków, miejskich krajobrazów i innych podobnych tematycznie rzeczy robię na kolokwialne "odwal się". Jasne, nie zawsze wychodzi mi tak jak być powinno, często mój zamysł jest nieco inny od tego, który ukazuje się na fotach. Nie jest to niczym złym, o ile nieustannie pamiętam o tym by myśleć co robi się wciskając spust migawki. Zapewniam Was, każde ze zdjęć zamieszczonych pod tym postem w mniejszym lub większym stopniu zostało przeze mnie przemyślane... Długo można by opowiadać o tym,  na co zwracać uwagę przy fotografii. Z tego względu wkrótce pojawi się na moim youtube'owym kanale jakiś filmik poruszający tematycznie podobne kwestię. Dzisiaj po prostu pokażę Wam efekty tego co udało mi się popełnić podczas wycieczki do Trójmiasta.. Wielkiej rewelacji nie ma, ale może ktoś też wybiera się do Gdyni, Gdańska albo Sopotu zerknie na błędy które widać na zdjęciach i sam zrobi lepsze ujęcia miejsc które odwiedziłem... To tyle na dziś! Dobrej nocy i do kolejnego napisania. 3majcie się Cześć!